Spacerki na zamówienie (prowadzący: przewodnicy udostępniani przez Fundację):

1. Warszawa Fryderyka Chopina
2. Skarby wilanowskie – opowieści frywolnych dam dworu
3. Kościół czerniakowski – barokowe światła i cienie wiejskiego kościółka
4. Cmentarz żydowski w Warszawie przy ulicy Okopowej
5. Ogród Saski z Wenus, Minerwą i Marsem
6. Ulica Chłodna z panną Andzią i Józiem od pączków
7. Lipcowe Święto 1952 roku. Za i przeciw warszawskiej MDM
8. Saska Kępa Agnieszki Osieckiej
9. Majówka z Canalettem
10. Praga żydowska Judyty i Szmula Jakubowicza zwanego Zbytkowerem
11. Łazienki króla Stasia
12. August II Mocny – Herkules Saski w Warszawie
13. Białe, czerwone, ruskie. Wspomnienie o Powstaniu Styczniowym
14. Gdy pasją polityka jest Warszawa, czyli jak Muranów budowano
15. Spacer ze Starym Doktorem
16. Spacer z katem
17. Warszawskie środki transportu miejskiego – podróż w czasie
18. Jak Ludwika Maria Gonzaga z potulnej żony w rządziochę transformowała
19. Co w trawie piszczy, czyli Park Skaryszewski


Ilość odwiedzin: 260326


Dwa domy w Kolonii Staszica

2011-11-22 22:45:10

Rzadko słyszę o organizowaniu spacerków z przewodnikiem po Kolonii Staszica. Na paru byłem. Niektórzy przewodnicy opowiadali głównie o prezydencie Wojciechowskim, Szpilmanie i znanych nazwiskach mieszkańców.  Inni skupiali uwagę słuchaczy na architekturze ponad 100 willi i domów okresu międzywojennego. Raz zdarzyło mi się wysłuchać ciekawej historii o wspólnotach różnych grup zawodowych które budowały kamienice zarówno w Kolonii Staszica, jak i w pobliskiej Kolonii Lubeckiego.  
    W tej okolicy są miejsca, przy których przewodnicy mogą mówić o wszystkich tych rzeczach naraz, ubarwiając jednocześnie swoją opowieść, tak lubianymi przez słuchaczy ciekawostkami. Do nich należą bez wątpienia, dwa bliźniacze domy o adresach Antoniego Solariego 5 i Rudawska 4.
    Geneza ich powstania związana jest z instytucją, dla której gmach zbudowano w całkiem innym miejscu. W Warszawie okresu dwudziestolecia międzywojennego wznoszono wiele obiektów na potrzeby instytucji wojskowych. W 1933 roku rozstrzygnięto konkurs na nowy gmach Kierownictwa Marynarki Wojennej (KMW). Budynek stoi do dzisiaj u zbiegu ulic Wawelskiej i Żwirki i Wigury.   
    Pierwszą nagrodę i prawo realizacji otrzymał projekt Rudolfa Świerczyńskiego. Architekt po okresie projektowania w formach nawiązujących do polskiego klasycyzmu (Kolonia Oficerska na Żoliborzu) przeszedł do rozwiązań zmodernizowanych. Z tego okresu pochodzą zarówno gmach KMW, jak i inne warszawskie realizacje: gmachy Banku Gospodarstwa Krajowego, Ministerstwa Komunikacji i Urzędu Patentowego.
    Wraz rozpoczęciem działania nowej siedziby KMW, zaistniała potrzeba wybudowania mieszkań dla kadry wyższego szczebla tej instytucji. Inwestycja miała być zrealizowana w ramach Funduszu Kwaterunku Wojskowego. Wybrano działkę położoną na tyłach istniejącego od 1925 roku domu Spółdzielni Mieszkaniowej Oficerów Wojskowego Instytutu Geograficznego, przy ulicy Filtrowej 59.
    Taką lokalizację wybrano z dwóch względów. Po pierwsze, była nią stosunkowo niewielka odległość od gmachu KMW, po drugie był to jeden z nielicznych wolnych jeszcze terenów w okolicy. Sąsiednią wolną działkę, między ulicami Antoniego Solariego i Ludwika Krzywickiego (dawniej ulica Sucha) przeznaczono pod wybudowany w 1938 roku  gmach Urzędu Województwa Warszawskiego, obecną siedzibę NIK. Warto dodać, że cała okoliczna zabudowa powstała na byłych terenach wojskowych.
    Sięgnięto po sprawdzonego architekta, jakim był Świerczyński. Na zlecenie FKW zrealizował on wcześniej projekt okolicznych domów przy ulicy Suchej. Architekt zastosował ciekawe rozwiązanie. Zaprojektował dwa bliźniacze budynki ustawione równolegle do siebie w ten sposób, jakby jeden był lustrzanym odbiciem drugiego. Każdy z domów ma trzy kondygnacje. Na każdej kondygnacji są dwa mieszkania. Centralnie usytuowane wejścia do klatek schodowych znajdują się od strony wspólnego podwórza.  Od tej strony, umieszczone są też loggie, każda mająca długości mieszkania. Loggii pozbawione są jedynie mieszkania na parterze od strony północnej.
    Elewacje pokryto piaskowcem. Od strony ulicy, klatki schodowe oświetlone są kaflowymi luksferami ciągnącymi się przez całą wysokość budynku. Dodatkowym elementem dekoracyjnym są ozdobne kamienne kraty zamykające loggie z boku budynków. Zarówno użycie piaskowca, jak i forma obu domów nawiązuje do gmachu KMW.  Widać efekt jednolitości całego założenia. Budynki są przykładem świetnego zastosowania funkcjonalizmu w architekturze warszawskiej.
    Hol wejściowy przedzielono dwuskrzydłowymi drzwiami działowymi. Klatkę schodową wykończono tak popularnym w tamtych czasach lastrykiem. Standard mieszkań w pełni odpowiadał wymogom wyższych szarż w połowie lat 30 XX wieku. Miały w pełni wyposażoną łazienkę, dodatkową ubikację, oraz zabudowaną kuchnię ze służbówką. 
Podczas, gdy pobliskie domy miały piece, te miały własne kotłownie funkcjonujące jeszcze do połowy lat 80.  W całej okolicy zawsze dbano o zieleń. Od strony ulicy Rudawskiej rosną dwa klony, zasadzone prawdopodobnie jeszcze przed wojną.
    Pierwsze zasiedlenia miały miejsce w 1937 roku. Do najciekawszych lokatorów okresu przedwojennego należał sam szef KMW, kontradmirał  Jerzy Świrski. To on, w imieniu Skarbu Państwa podpisywał przed wojną umowy na budowę niszczycieli i okrętów podwodnych MW.
    Oba budynki przetrwały II wojnę światową. Oszczędzony był im los pobliskich willi, wypalonych  i zburzonych w 1939 roku, których sugestywny obraz widzieliśmy w filmie  Romana Polańskiego, „Pianista”. Podczas okupacji, sąsiedni gmach Urzędu Województwa Warszawskiego zajął Urząd Gubernatora Dystryktu Warszawskiego. Domy przy Solariego i Rudawskiej były zajęte przez wysokich funkcjonariuszy Gestapo i innych służb okupacyjnych. Najpewniej z tego powodu, przetrwały w stanie nienaruszonym do 1945 roku. 
    Przez krótki czas po wojnie, w domu przy Rudawskiej mieściła się Rejonowa Komenda Uzupełnień. W jednym z mieszkań, w przerobionej kuchni znajdowała się kancelaria, a petenci składali wnioski przez okienko wycięte w drzwiach. Wkrótce  potem, domy zaczęli zasiedlać nowi lokatorzy. Mieszkania przydzielano wysokim oficerom WP oraz  urzędnikom państwowym.
    Mieszkali tu między innymi gen. Wojciech Jaruzelski pełniący wtedy funkcję ministra obrony narodowej, gen. Józef Urbanowicz – ówczesny wiceminister obrony narodowej i jednocześnie szef Sztabu Generalnego WP, oraz gen. pilot Roman Paszkowski, przedwojenny oficer, który w latach 60 i 70 zajmował stanowisko dowódcy Wojsk Obrony Powietrznej Kraju. Powojenni lokatorzy nie zmienili klimatu miejsca.  W okoliczne ulice, co pewien czas zajeżdżały służbowe samochody, a wokół  domów przechadzała się dyskretnie ochrona.        
    Jeszcze o ciekawostkach. Podczas wymiany instalacji elektrycznej na początku XXI wieku, zdemontowano oryginalne rozdzielnie prądu wyprodukowane w Fabryce Aparatów Elektrycznych Kazimierz Szpotański i Spółka. Na szczęście, rozdzielnie zamiast znaleźć się na śmietniku, zostały przekazane warszawskiemu Muzeum Techniki. Prawdziwa gratka kryje się w podziemiach obu budynków. Są to solidne schrony przeciwlotnicze, które od razu były przewidziane w projekcie budynków. Każdy ze schronów składa się ze śluzy i czterech obszernych pomieszczeń do których wchodzi się ze wspólnego korytarza. Posiadał zdublowaną instalację elektryczną i wodną. Do lat 90, w obu schronach znajdowało się pełne wyposażenie, takie jak łóżka, krzesła, stoły. Obecnie jedynym oryginalnym elementem wyposażenia jest ręczny wymiennik powietrza.       
    Domy przetrwały w niezmienionym stanie do dnia dzisiejszego. Nie padły ofiarą pomysłów nadbudowy piętra lub zmian wyglądu elewacji. Dbają o to prężnie działające wspólnoty, których członkowie są świadomi historii miejsca w którym mieszkają.
    Nie wiem, czy jest napisana jakaś monografia dotycząca projektów architektonicznych Rudolfa Świerczyńskiego. W roku 1981 przypadkowo spotkałem spacerującego w pobliżu Rudawskiej syna pana Świerczyńskiego. Oczarowany był pięknem Kolonii Staszica. Powiedział, że specjalnie wybrał się ze Stanów do Polski w celu odnalezienia śladów życia i dokonań ojca. Nie wiem, czy powstała z tego jakaś publikacja. Może ktoś napisze o tym w komentarzach.

Warto, aby wspaniali przewodnicy warszawscy popularyzowali temat Kolonii Staszica i Kolonii Lubeckiego jak najczęściej.  

Wojciech Jan Maścicki      

avatar

Wojciech Jan Maścicki

Wojciech Jan Maścicki 



2014-10-09 09:54:29 Mateusz
Ups, nie ma jak wstawic załącznika, w takim razie podaję swój mail: mateuszwierzbicki@wp.pl i jak Pan przysle mi swój, prześlę swój artykuł o Świerczyńskim :)
2014-10-09 09:52:46 Mateusz
Przesyłam artykuł, poswięcony Rudolfowi Świerczyńskiemu, pozdrawiam :)
Powrót do listy artykułów