Spacerki na zamówienie (prowadzący: przewodnicy udostępniani przez Fundację):

1. Warszawa Fryderyka Chopina
2. Skarby wilanowskie – opowieści frywolnych dam dworu
3. Kościół czerniakowski – barokowe światła i cienie wiejskiego kościółka
4. Cmentarz żydowski w Warszawie przy ulicy Okopowej
5. Ogród Saski z Wenus, Minerwą i Marsem
6. Ulica Chłodna z panną Andzią i Józiem od pączków
7. Lipcowe Święto 1952 roku. Za i przeciw warszawskiej MDM
8. Saska Kępa Agnieszki Osieckiej
9. Majówka z Canalettem
10. Praga żydowska Judyty i Szmula Jakubowicza zwanego Zbytkowerem
11. Łazienki króla Stasia
12. August II Mocny – Herkules Saski w Warszawie
13. Białe, czerwone, ruskie. Wspomnienie o Powstaniu Styczniowym
14. Gdy pasją polityka jest Warszawa, czyli jak Muranów budowano
15. Spacer ze Starym Doktorem
16. Spacer z katem
17. Warszawskie środki transportu miejskiego – podróż w czasie
18. Jak Ludwika Maria Gonzaga z potulnej żony w rządziochę transformowała
19. Co w trawie piszczy, czyli Park Skaryszewski


Ilość odwiedzin: 252853


Ulica Jadowska – moja ulica.

2011-11-09 23:51:18

Ulica Jadowska – moja ulica.

Urodziłam się w Łukowie. W Warszawie mieszkam od drugiej połowy lat 70, kiedy to rozpoczęłam studia na UW. Przez długi czas myślałam o Warszawie, jedynie jako o miejscu mojego zamieszkania i pracy. Dużo podróżowałam. Nie byłam jakoś emocjonalnie związana z tym miastem. Wszystko zmieniło się od kiedy zamieszkałam przy jednej z ulic warszawskiej Szmulowizny.

Zimą 2000 roku, po powrocie ze Stanów potrzebowałam pilnie jakiegoś własnego kąta. Trafiłam na ogłoszenie o sprzedaży małego mieszkania na ulicy Jadowskiej. Właściciel bardzo ucieszył się moim zainteresowaniem. Nie mógł znaleźć chętnych od ponad pół roku. Powodem małego zainteresowania ewentualnych nabywców miało być „niebezpieczne położenie” kamienicy.

 Po pobycie w nowojorskim Harlemie, niewiele rzeczy było w stanie mnie zaskoczyć. Miałabym bać się jakichś Szmulek ? Pod wieczór, pojechałam siódemką na Kawęczyńską. Pamiętam, że kiedy wysiadłam na pętli, zachwyciła mnie bazylika. W parę minut znalazłam się na Jadowskiej. Po lewej stronie króciutkiej ulicy znalazłam ciąg małych, trzypiętrowych kamieniczek oświetlonych stylowymi latarniami. Po drugiej stronie, w oddali majaczył zarys nasypu kolejowego.

 Bez trudu trafiłam pod podany adres. Mieszkanko okazało się schludne i ciche. Udawałam, że się waham, ale w duchu już wiedziałam, że tu zamieszkam. Jedyne czego żałowałam, to pustych miejsc po węglowej kuchni i piecu, zastąpionym przez, jak się później okazało, bardzo niewydajne ogrzewanie elektryczne.

 Drugim zaskoczeniem, byli poznani mieszkańcy kamienicy. Niczym nie przypominali ludzi z opowieści moich znajomych, którymi raczyli mnie przed przeprowadzką. Poznałam, jak krzywdzące były stereotypowe opinie o mieszkańcach tej dzielnicy. Spotkałam się z dobrosąsiedzką życzliwością i pomocą. Skłamałabym, gdybym napisała, że nie było też grupki meneli, ale gdzie w Warszawie ich nie ma ?

 Jadowska, to uliczka zamknięta między Łomżyńską i Wołomińską. Na mapie Warszawy należy jej szukać u szczytu trójkąta którego boki stanowią ulice Radzymińska i Kawęczyńska oraz nasyp praskiego odcinka dawnej Kolei Nadwiślańskiej. Uliczkę przeprowadzono pod koniec lat dwudziestych ubiegłego stulecia, podczas parcelacji resztek majątku Szmulowizna.

 Znajdujące się przy zachodniej pierzei kamienice wybudowano w latach 1935 – 1938. Z początku nie mogłam się połapać, ile jest tych kamienic ? Dwie, czy cztery ? W rzeczywistości, są trzy. Pod numerami 5i 5A, stoją dwie kamienice o jednakowych fasadach, natomiast następna kamienica pod numerem 7, została zaprojektowana tak, jakby to były dwa bliźniacze, trzypiętrowe domy. Jakiś żart ? O ile rozumiem ideę „dwa w jednym” kamienicy nr 7, budowanej dla małżeństwa Bogdańskich, o tyle zastanawiają mnie dwa pozostałe bliźniaki. Czyżby budowano je dla dwóch braci ?

 Kamienice przetrwały II wojnę. Ulicę oszczędził również szał planistów z lat 1969-75. Wtedy to, stawiano pomiędzy starą, przedwojenną zabudową, wielopiętrowe, betonowe klocki osiedla Robotniczej Spółdzielni Mieszkaniowej „Praga”. Spowodowało to duży kontrast w zabudowie tej części miasta. Zmieniło też klimat miejsca. W rezultacie, obok wyasfaltowanych dojazdów do olbrzymich bloków, można spotkać małe ziemne podwórza z kapliczką pośrodku w których mała, słabo oświetlona figurka spogląda smutno na nieotynkowane ściany starych kamieniczek.

 Od początku swojego powstania, ulica Jadowska miała charakter peryferyjnego zaułku Szmulowizny. Nieco miejskiego poloru nabrała po ustawieniu pięciu latarń gazowych o konstrukcji pochodzącej z lat dwudziestych. Po roku 1990, oświetlenie przerobiono na elektryczne. Szkoda! Na szczęście jednak pozostawiono dawne słupy latarni, a oprawy kloszy nawiązują do przedwojennego stylu.

 W 2003 roku, znany kompozytor Wojciech Trzciński, otworzył w starych zabudowaniach fabrycznych, przy niedalekiej ulicy Otwockiej „Fabrykę Trzciny”. Ten niezależny ośrodek sztuki, zaczął wkrótce przyciągać publiczność z całego miasta. Miejsce zaczęło oddziaływać na całe otoczenie. Do okolicznych domów zaczęli sprowadzać się młodzi, ciekawi ludzie.

 Napiszę jeszcze o dwóch miejscach, które z cała pewnością powinny znaleźć się w jakimś przewodniku po „praskich klimatach”. Pierwszym z nich jest sklep spożywczy na pobliskim rogu ulic Łomżyńskiej i Otwockiej. Prowadzą go państwo Kęsikowie, moi sąsiedzi z Jadowskiej. Handluje się tu warzywami, śledziami, krówkami i ciastami „domowej roboty”. Na wyposażeniu są zarówno nowoczesne chłodziarki, jak i kilkudziesięcioletnie regały, charakterystyczne dla wnętrz wielu przedwojennych i powojennych sklepów.

 Pan Zbyszek, to postawny mężczyzna z charakterystycznym wąsikiem i włosami zaczesanymi w tył głowy. Rozmawia z klientami z typowym praskim poczuciem humoru. Życzliwy dla wszystkich. Zawsze staram się odwiedzić ten sklep. Nawet, jeżeli nie musze niczego kupić, to po całodziennych trudach chętnie napawam się atmosfera tego miejsca.

 Drugim miejscem jest „Muzeum Piekarnictwa w Warszawie” przy Jadowskiej 2. Prowadzi je pasjonat, wieloletni mistrz i nauczyciel wielu pokoleń fachowców, pan Marian Pozorek. Od 30 lat jest aktywnym członkiem warszawskiego Cechu Piekarzy.

 Prywatne Muzeum powstało z inicjatywy pana Mariana w 1984 roku, w części jego piekarni. Zajmuje ono parę pomieszczeń dosłownie zapchanych eksponatami. Znajdują się tam przeróżne maszyny piekarskie, akcesoria i pamiątki związane zarówno z samą piekarnią, jak i z zawodem piekarza. Pan Marian chętnie oprowadza zwiedzających, opowiadając o historii piekarstwa. W części sklepowej, można kupić wspaniałe wypieki. Pieczywo podane przez zawsze uśmiechniętą panią Jadzię ma niepowtarzalny smak.

 Przez jedenaście lat mieszkania na Jadowskiej, ani razu nie żałowałam decyzji o zamieszkaniu w tym miejscu. Zarówno urok pobliskiego Michałowa, jak i wspaniali mieszkańcy powodują, że chce się tu wracać.

 Zamiast zakończenia, podam jeden fakt z życia naszej kamienicy. Przed domem jest mały, ogrodzony ogródek należący do całej społeczności mieszkańców. Co pewien czas spotykamy się aby je wspólnymi siłami pielęgnować. Sadzimy kwiaty, przycinamy krzewy. Sama zasadziłam świerk i sosnę. Teraz są prace jesienne. Nie zwołuje nas żaden przysłowiowy gospodarz domu, jak w serialu „Alternatywy 4”. Jesteśmy u siebie. Dużo jest takich kamienic w Warszawie ?

 

Joanna Próchniewicz.

 Dzięki uprzejmości TB, mogłam uzupełnić tekst o informacje zaczerpnięte z wydawnictwa: Jarosław Zieliński „Atlas dawnej architektury ulic i placów Warszawy” t. 5 TONZ Warszawa 1999r.

 

 

 

avatar

Joanna Próchniewicz

Miłośniczka warszawskiej Pragi



2014-04-30 14:12:05 Brightsep
Healso claims that he himself stays humble. Then borderlands 2 casino jackpot have all kinds of modes. best online casino [url=http://onlinecasinocanada5.com/]best online casino[/url] online casinos online casinos The green LED lighting fixtures for cars in tail lighting fixturesThere is a multimedia mobile phone with internet stores.Buying onl
Powrót do listy artykułów